Transformers Armada
Zdziwieni, że TF pojawia się na blogu o anime & mandze? Ha, ja też! Ale dziwniejsze jest to, że TF Armada to … anime :D!
Tak dokładnie anime, dobrze przeczytaliście ^^. Moja pierwsza myśl była taka, że skoro to anime to oznacza, że mecha (no bo TF to mecha i jakby nie patrzeć to bliżej im do suppa roboto, niż do “zwykłych” mechów) będą naprawdę zajebistą kreską rysowane i w ogóle będzie pwzr, gdyż jak każdy z nas wie specjalnością Japończyków są właśnie roboty :D. A raczej ich design. Drugą specjalnością Japończyków są mindfucki. Dokładnie! Seria Armada jest mindfuckiem, tyle, że nie pozytywnym =/. I od mojego narzekania na design mechów zacznijmy.
Nie powiem, ogólny design jest prze-zaje-kurwa-bisty (patrzcie wyżej na Optimusa), ale ludzie odpowiedzialni za animacje/kreskę/chujwiezaco dali ostrej dupy. A w czym? W skalowaniu! Zajebiście to widać przy postaci zwanej Tidalwave, który jest tym kurewsko dużym amerykańskim statkiem, który służy za lotnisko (Sep mi podpowiedział, że fachowa nazwa to lotniskowiec, lol). Gdy go pierwszy raz widzimy to mamy mindfuck i pierwsza myśl jak sobie nasi kochani Autoboci poradzą sobie z takim gigantem? No i tak jakoś tak 10 sekund później widzimy, że po transformacji Tidalwave jest niecałe dwa razy większy od Hotshota, a za następne 10 sekund za pomocą powerlinku (takie cuś, że dwa TF się łączą w jednego większego) Megatron (który notabene jest czołgiem, ale o nim później) łączy się z naszym lofcianym lotniskowcem i tu kolejne skalowanie! Pomimo tego, że się Tidalwave rozdziela to i tak widać, że nagle jest plus minus wielkości Megatrona! Ja się pytam WTF?!
Dobra, ktoś z was teraz wyskoczy i mi powie “ale przecież Megatron w TF:G1 zamieniał się w pistolet, i to tak mały, że Starscream go używał do strzelania!”. Faktycznie, dobra ok, ale problem z Tidalwave jest taki, że on ciągle jest zmniejszany i powiększany, zależnie od tego z kim walczy. A to moim zdaniem jest delikatnie mówiąc przegięcie.
Co do reszty postaci. Megatron jako czołg wygląda beznadziejnie, człowiek w ogóle nie ma odczucia, że jest złą postacią. Hotshot (znany również jako Hot Rod) wygląda jak połączenie Hotroda z Bumblebee, dzięki bogu później zmieniają się jego kolory. Partner mini-con Optimusa to wypisz-wymaluj true Bumblebee, tyle, że brzdęka/bzyczy jak wszystkie mini-cony i do tego a) jest mały i b) nazywa się Sparkplug. Sideways z tymi rogami wygląda komicznie. Optimus jak zwykle wygląda genialnie :D! Nawet po powerlinku z Jetstormem lub swoją przyczepą (tak Optimus łączy się ze swoją przyczepą, nie jest to tylko mobilna baza :D). Ale ogólnie mówiąc jakby tak podsumować design, to wyszło całkiem fajnie.
A teraz czas na fabułę. Uwaga będą spojle od tej pory :P. Jak wiemy na planecie Cybertron jest odwieczna walka pomiędzy Autobotami i Deceptikonami. Tutaj akurat nic się nie zmieniło xD. Tyle, że do walki “przyłączyły się” transformery, które zwą się mini-conami. Gdy się połączą z jakimś innym botem, siła tego bota drastycznie się zwiększa. Problem w tym jest taki, że Deceptikony chcą je mieć wszystkie (lawl, coś wam to przypomina xD?), by zajumać Autobotów raz na dobre. Autoboty natomiast, chcą je wszystkie uwolnić, by sobie żyły w pokoju. I było by tak nadal, gdyby nie misterny plan wysłania wszystkich mini-conów, gdzieś, gdziekolwiek by przynajmniej w pewnym stopniu zakończyć walki. Jak się pewnie domyślacie, statek z mini-conami pojawił się na naszej planecie miliony lat temu. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie my ludzie ;). Któregoś dnia pewien chłopiec znajduje jednego takiego mini-cona, TFy na Cybertronie się dowiadują o tym, przybywają na ziemie i zaczyna się walka o to kto zdobędzie je wszystkie (lawl).
Hmmm, nie powiem pomysł z mini-conami, z jednej strony jest fajny a z drugiej epic fail. Wszystko byłoby zajebiście gdyby nie ten ciągły i powtarzający się wątek w wieeeelu anime “złap je wszystkie”. Jakoś tak dopiero po 3/4 anime dowiadujemy się jak powstały, przez kogo i po jaką cholerę. Niestety pod względem designu te mały bociki są strasznie beznadziejne, szczególnie 3 pierwsze mini-cony. Mało tego, one nie gadają one brzęczą!
A tak w ogóle to muszę pochwalić twórców za Starscreama. Zawsze lubiłem tą postać, ale w Armadzie jest po prostu genialny! Za to mają u mnie wielki minus za zakończenie serii. No przepraszam, ale scena śmierci Megatrona (wtedy już Galvatrona) to jedna wielka pierdolona emo scena! Żal.jp ==’. Ogólnie część scen to takie emo shity, że żal dupę ściska, a dialogi? Chryste panie, czasami pierdolą takie głupoty, że nie idzie wytrzymać. No ale co się dziwić, seria była głównie skierowana w bardzo młode grono widzów.
Podsumowując. Słaba seria i to straaaaaaaaaaaaaaaaaaaaasznie słaba seria. Jakbym miał oceniać to dałbym tej serii 4/10. Za co przyznane punkty? 1 za Unicrona, 1 za momentami kick-ass design, 2 za Starscreama. Dlaczego tak słabo? Unicron to nie Unicron, zwykły duży bot i nic więcej. Ludzie, którzy będą go porównywać do Unicrona z G1, będą kurewsko zawiedzeni. Za mini-cony. I za wiele innych rzeczy, których nie chce mi się pisać, a i tak ta recka jest cholernie długa i podziwiam was, że dotrwaliście do końca xD.


Najnowsze komentarze